Blog prawniczy – konieczność czy prehistoria?

11.10.2018    /    2 Komentarze    /    Emilia Kołsut

Często w rozmowie z prawnikami sceptycznie nastawionymi do marketingu prawniczego, w tym również blogów kancelaryjnych, słyszę – to nie działa. Marketing szeptany działa, rekomendacje działają, blogi prawnicze – nie działają. Kolejno, pytam więc czy dany prawnik w ogóle kiedykolwiek prowadził bloga… a jeśli tak to jak długo. Odpowiedzi na to pytanie bywają naprawdę zaskakujące. Z moich obserwacji wynika, że prawnicy dzielą się na dwie grupy: tych, którzy potencjału w blogach prawniczych nie widzą w ogóle oraz takich, którzy zdecydowanie je przeceniają.

Po co prawnikowi blog?

Większość prawników zakłada blogi, aby subtelnie promować usługi swojej kancelarii. Często traktują bloga jako kolejne narzędzie marketingowe. Tylko, że… jak na zwykłe narzędzie marketingowe blog prawniczy wymaga niezwykle dużo czasu i zaangażowania. Takie podejście do blogów prawniczych niestety nie sprawdza się w praktyce. Prawnikami, którzy chcieliby rozpocząć swoją przygodę z blogosferą, powinna kierować przede wszystkim pasja i chęć dzielenia się wiedzą. Brzmi nieco idealistycznie, ale w obliczu ogromnej konkurencji na rynku prawniczym, obroni się tylko to, co jest jest wykonywane z pasją. Blogi, na których z każdej strony atakują nas wyskakujące okienka z napisem „skorzystaj z naszych usług”, „skontaktuj się z nami” bardziej irytują, aniżeli zachęcają do zgłębiania tematu i przeczytania wpisu.

Jak długo trzeba prowadzić blog, aby zaczął… działać?

Cytując klasyka – to zależy. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, jednak pewne jest, że jeśli ktoś chciałby zdobyć nowych klientów szybko i nie wykazując się przy tym zbyt dużym zaangażowaniem, nie powinien zakładać bloga. Często od założenia bloga do pozyskania pierwszego klienta mija kilka dobrych miesięcy. 

Dlaczego blogi prawnicze tak często są nieefektywne?

Prawnicy to ludzie niezwykle zapracowani. Próżno szukać prawnika, którzy pracowałby przepisowe 8 godzin. Konsekwencją szalonego trybu pracy prawników jest to, że oczekują szybkich rezultatów. Tymczasem, prowadzenie bloga prawniczego wymaga czasu. Najpierw należy poświęcić czas na samo utworzenie strony, następnie na tworzenie artykułów, a ostatecznie – na budowanie społeczności wokół bloga.

Prawnicy często zniechęcają się już po pierwszym etapie i w konsekwencji w prawniczej blogosferze można napotkać sporo „porzuconych” blogów z zaledwie kilkoma wpisami. Polecenia i rekomendacje, których rola w branży prawniczej nadal jest ogromna, zdecydowanie szybciej przynoszą wymierne rezultaty. Blog ma jednak nad nimi zdecydowaną przewagę – pozwala dotrzeć do szerszego grona odbiorców, często całkowicie obcych osób z różnych zakątków Polski.

Osobną kwestią pozostaje język prawniczy. Czytelnik, będący potencjalnym klientem, oczekuje prostego języka i czytelnych komunikatów. Część prawników doskonale zdaje sobie sprawę, że pisanie do Internetu jest zupełnie czymś innym niż pisanie pism procesowych. Ta część, która tego nie wie… niestety bezpowrotnie przepada w blogosferze, wraz ze swoim umiłowaniem do łacińskiej terminologii.

Blog… a może video?

W ostatnim czasie Facebook i inne media społecznościowe zdecydowanie faworyzują materiały video. Jest to skutkiem tego, że internetowy czytelnik jest już leniwy do tego stopnia, że przeczytanie jednej strony wpisu wydaje się mu być zadaniem nie do przeskoczenia. Coraz więcej kancelarii decyduje się więc na prowadzenie tzw. videoblogów. 

Czy blogi prawnicze odchodzą wobec tego do lamusa? Posiadając odrobinę wiary, że nadal istnieją osoby, dla których słowo pisane ma większą wartość, mam nadzieję, że nie. Video to stosunkowa nowość – warto się jej przyjrzeć i sprawdzić czy działa, nie warto jednak jednocześnie porzucać wiary w skuteczność blogów. Te dwie formy dzielenia się wiedzą mogą się doskonale uzupełniać. 

Podsumowując…

Uważam, że blog prawniczy wcale nie jest koniecznością. Prowadzony regularnie i z pasją może jednak wygenerować znakomite rezultaty. Jest coraz istotniejszym elementem marki osobistej prawnika i pozwala na zgromadzenie wokół kancelarii wiernego grona odbiorców. Blog wymaga jednak ogromnego zaangażowania, czasu, a przede wszystkim – chęci dzielenia się wiedzą. Warto rozważyć wszystkie za i przeciw i zacząć pisać, zatrudnić ghostwritera… lub wybrać dla swojej kancelarii inną formę promocji.

 

x
Zainteresował
Cię ten artykuł?
Subskrybuj nas

Powiązane artykuły

2 komentarze

  1. Dla mnie największym problemem w przypadku prowadzenia bloga jest kompletny brak czasu. Jak już się zabiorę za pisanie to okazuje się, że jest 1000 innych ważniejszych rzeczy. Później się okazuje, że temat już ktoś opracował i został wyczerpany i tracę motywację. Ot takie moje pisanie 🙂

    • Emilia Kołsut

      Najważniejsze, że masz chęć i zdajesz sobie sprawę, z tego, że warto! Może warto poprosić o pomoc kogoś z kancelarii albo zewnętrznego legal copwritera – tak w kontekście braku czasu 😉
      A co do tego, że prawie wszystko zostało już opracowane – to prawda. Jak mówi stare, ludowe przysłowie „jeśli myślisz, że robisz coś dobrze, prawdopodobnie gdzieś na świecie jest mały Chińczyk, który robi to lepiej i taniej” 🙂 Takie są niestety fakty. Nie oznacza to jednak, że nie warto pisać. Blog prawniczy to silny element marki kancelarii – klient, zainteresowany Twoimi usługami pewnie w ogóle nie zwróci uwagi na to, że ktoś już wcześniej ten temat opracował. Kiedy zobaczy, że opracowałeś go Ty, pomyśli natomiast – ooo fajnie mój potencjalny prawnik się zna na rzeczy!
      Początki są najtrudniejsze – powodzenia!

Dodaj komentarz

Text formatting is available via select HTML.

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong> 

*