Prawnik na rowerze? | Marketing Prawniczy

Czy prawnikowi wypada przyjechać rowerem na biznesowe spotkanie?

22.09.2023    /    Przemysław Tomczak

Poniższy artykuł pochodzi z dziewiątego numeru wyjątkowego Magazynu branży prawnej – Magazynu Prawniczego. Jeśli chcesz przeczytać więcej eksperckich artykułów kierowanych do kancelarii…

SPRAWDŹ NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU LUB ZAMÓW PRENUMERATĘ!

***

Przejście w tryb spotkań wirtualnych bardzo ułatwiło nam szybki kontakt z klientem. Mimo to większość z nas tęskni za dobrą kawą i rozmowami twarzą w twarz. Czy kiedyś powrócimy do starych nawyków? A może postcovidowy świat będzie już zawsze wyglądał zupełnie inaczej? Lecz zanim o tym…

…najpierw cofnijmy się do 1995 roku. Mecenas Kowalski jedzie na spotkanie z ważnym klientem, prezesem firmy Budowlanex do podwarszawskiego Konstancina. To ten dzień, w którym ma podpisać strategiczny kontrakt na stałą obsługę. Prawnik siedzi więc w pożyczonym od teścia mercedesie. Koszula lepi mu się do pleców, a kropla potu płynie po jego skroni. 

  • Ważny dzień! –  przebąkuje. Nie zarysowałem teściowi auta, pierwszy sukces za mną.

Mec. Kowalski dobrze wie, że to, czym przyjedzie na spotkanie, odegra kluczową rolę w negocjacjach. Liczy się tylko sukces. To słowo otwiera drzwi do wszystkich salonów. Nie ważne, czy go odnieśliśmy – ważne, aby wyglądać na człowieka sukcesu. Mecenas wziął sobie to dawno do serca, więc parkuje pożyczonego mercedesa pod złotą bramą jednej z podwarszawskich willi. Po godzinie wraca do auta. Zdejmuje mokrą marynarkę, zamyka drzwi i wydaje z siebie okrzyk radości:

  • Mam to! 

A teraz przestawmy kalendarze na rok 2024. Centrum Warszawy. Młody prawnik jedzie w kierunku szklanego wieżowca na spotkanie z klientem. Nie stoi w korku, swobodnie mija zniecierpliwionych kierowców. W słuchawkach przygrywa mu utwór Take on me, kultowego zespołu A-ha. Szlagierowy refren brutalnie przerywa dźwięk dzwonka telefonu. Klik. Odbiera.

  • Mecenas Sosik, w czym mogę pomóc? – mówi. Dzień dobry. Jasne. Jadę rowerem Aleją Niepodległości, będę za 5 minut. Świetnie. Do zobaczenia.

Prawnik przypina rower do stojaka i po chwili znika za szklanymi drzwiami futurystycznego lobby. 

  • Klient prowadzi firmę z branży nowych technologii, a więc każda minuta jest na wagę bitcoina – myśli Sosik.

Mija godzina. Mecenas podaje klientowi rękę i chwyta kask. Prowokuje to do small talku na sam koniec wizyty:

  • Biega Pan? Triathlon? Super. Ja też kiedyś pływałem. Rower to zdrowie. Szerokiej drogi, życzę miłego dnia – słyszy młody prawnik, zanim opuści biuro. 

Po wyczerpującym, ale pomyślnym spotkaniu, mec. Sosik wychodzi z podpisanym wielomilionowym kontraktem. Wsiada na rower. Wybiera numer do żony i krzyczy uradowany:

  •  Mam to!

Ale zaraz, zaraz jak to? 

Czy luksusowy samochód już nikomu nie imponuje? Niewykluczone, że nadal imponuje. Faktem jest jednak, że wśród wielu ogólnodostępnych dóbr, nawet najlepszy samochód łatwo przeoczyć. Zresztą uwagę klienta, który teoretycznie mógłby podziwiać cztery kółka swojego mecenasa, przyciągają powiadomienia o mailach. Nawet jeśli klient podszedłby do okna, to z 14. piętra śródmiejskiego wieżowca, dostrzegłby niewiele. W miejskim organizmie nie sposób skupić się na szczegółach. Bodźce z telebimów i ekranów odwodzą nas od detali drogich zegarków, skórzanych butów, czy dobrze skrojonych garniturów. Zamiast samochodu, klient na wejściu docenia wartości takie jak punktualność, czy kultura osobista. 

A dziś?

Przenieśmy się do teraźniejszości. Jest takie słynne zdjęcie, na którym zestawiono obok siebie parking urzędu miasta w jednym z krajów byłego związku radzieckiego i parking w duńskiej Kopenhadze. Na pierwszym parkingu stoją same luksusowe SUVy, na drugim w widać jedynie setki rowerów. Pierwsza myśl jest taka: Urzędnicy w Kopenhadze są tak słabo opłacani, że prawdopodobnie nie stać ich na samochód. Nic bardziej mylnego. Duńczycy po prostu nie widzą korzyści z chwalenia się przed światem swoim dorobkiem. W niczym im to nie pomaga, a dojazd do pracy w SUVie mógłby stać się dla nich koszmarem. Samochody w Kopenhadze są wręcz dyskryminowane na rzecz rowerów. Nie ma dla nich miejsca. Ciężko w tym egalitarnym świecie odróżnić prezesa prominentnego start up’u od studenta pędzącego na wykład.

Czy prawnikom więc wypada przyjechać na spotkanie rowerem? Wypada, ale mentalnie wciąż się tego obawiają. Poza tym – jak to rowerem? Taki spocony do pracy, na spotkanie? Słyszę to często. Sam jeżdżę do pracy rowerem od ponad 10 lat i wiem, że miałem podobne wątpliwości. Choć w biurze mamy prysznic, to cała ta logistyka związana z ubiorem mnie przerażała. Dziś już jestem spokojny. Jeśli wyjadę odpowiednio wcześniej, to nie uronię ani jednej kropli. Spokojna jazda rowerem to nie sprint. Co więcej, zauważyłem, że moja koszula jest bardziej pomięta po wyjściu z samochodu, niż po zejściu z roweru.

Pomyśl, co Ty cenisz 

Na koniec chciałbym sprowokować Cię do zastanowienia się, co w dzisiejszych czasach jest naprawdę na wagę złota. Prestiż, czy dodatkowy czas, który możemy poświęcić klientowi lub bliskim, wracając wcześniej do domu. Skoro dziś tak łatwo można wziąć rzeczy na kredyt, to czas i zdrowie mają jeszcze większy, bezcenny wymiar.

Zainteresował
Cię ten artykuł?
Subskrybuj nas

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do naszgo newslettera i otrzymuj najnowsze informacje dotyczące marketingu prawniczego.

x

Powiązane artykuły