Miesiąc: luty 2023 | Marketing Prawniczy – portal nowoczesnych prawników i kancelarii

MPP#082 Dział prawa karnego: zespół, marketing, komunikacja – Paweł Sawicki

Dzisiejsza rozmowa to nietypowe połączenia prawa karnego, budowania zespołu, zarządzania i… miłości do komiksów. Będzie też o marketingu szeptanym w prawie karnym, zdecydowanej zmianie założeń i sprawdzonych sposobach na komunikację kryzysową w zespole. Moim gościem jest Paweł Sawicki – Szef Działu Prawa Karnego i Compliance w Kancelarii Kopeć Zaborowski. Paweł jest też współzałożycielem i Prezesem Stowarzyszenia Praktyków Compliance.

Rozmawiamy też o:

💡 hierarchii w zespole

💡 zachęcaniu członków zespołu do aktywności w mediach społecznościowych

💡 wyzwaniach związanych z rozwijaniem zespołu

💡 stawkach godzinowych i rozliczaniu projektów dot. prawa karnego 

Listen to „MPP#083 Dział prawa karnego: zespół, marketing, komunikacja – Paweł Sawicki” on Spreaker.

LINKI

🖥 Profil Pawła Sawickiego na LinkedIn

KOMENTARZE I OCENY

Będę bardzo wdzięczny za każdą ocenę i komentarz tutaj albo w mediach społecznościowych. Dzięki temu podcast dociera do kolejnych osób, które tworzą rynek prawniczy w Polsce.

RABATY, ZNIŻKI, KODY 🙂 

Przypominam o zniżkach, które przygotowaliśmy dla słuchaczy podcastu. 

Kod “podcast” jest uniwersalny i daje 10% zniżki na:

MPP#081 Magazyn Prawniczy: jedyne takie czasopismo na rynku – Magdalena Rudnicka, Marcin Tomczak

Dzisiaj zapraszam cię na opowieść o projekcie, który łączy edukację, inspirację, świetny design, nowoczesność, prawo, technologię i klasyczną formę. Brzmi niewiarygodnie?  Tym czymś jest Magazyn Prawniczy – czasopismo skierowane do wszystkich osób pracujących w branży prawniczej. Całość jest zaprojektowana i wydrukowana jak ekskluzywny magazyn modowy. Niektórzy mówią, że można się w nim zakochać.

Ta rozmowa składa się 2 części. W pierwszej rozmawiamy o tym czym jest Magazyn Prawniczy, jaką przeszedł ewolucję oraz do kogo jest skierowany.W drugiej części rozmowy Magda Rudnicka i Marcin Tomczak przestawiają autorki i autorów oraz tematykę tekstów, które znajdziesz w 10. jubileuszowym wydaniu.

Listen to „MPP#081 Magazyn Prawniczy: jedyne takie czasopismo na rynku – Magdalena Rudnicka, Marcin Tomczak” on Spreaker.

Jeśli zastanawiasz się czy Magazyn Prawniczy to coś dla ciebie albo dla twojej kancelarii to zapraszam do słuchania. 

Moimi gośćmi są Magdalena RudnickaMarcin Tomczak

LINKI

🖥 Magazyn Prawniczy

RABATY, ZNIŻKI, KODY 🙂 

Przypominam o zniżkach, które przygotowaliśmy dla słuchaczy podcastu. 

Kod “podcast” jest uniwersalny i daje 10% zniżki na:

 

Gazelę zostaw w garażu – twórz treści, które (się) poruszają

Poniższy artykuł pochodzi z siódmego numeru wyjątkowego Magazynu branży prawnej – Magazynu Prawniczego. Jeśli chcesz przeczytać więcej eksperckich artykułów kierowanych do kancelarii…

SPRAWDŹ NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU LUB ZAMÓW PRENUMERATĘ!

***

Znajomi kojarzą mnie jako rowerzystkę. Udzielam się w poznańskim rowerowym stowarzyszeniu*, dojeżdżam do pracy głównie na 2 kółkach, w tym czasem zimą (z różnym skutkiem**). Na skrzyżowaniu Ogrodowej z Krysiewicza można spotkać zaparkowaną moją czarną Gazelle. Z parkingu podziemnego raczej nie korzystam. Dlaczego w tytule zachęcam do zostawiania Gazeli w garażu? Czy ma to coś wspólnego z marketingiem treści i dlaczego to jeszcze czytasz? Nie pozostaje nic innego, jak doczytać ten artykuł i sprawdzić. 

Keep on moving 

Rower i treści mediach społecznościowych mają to do siebie, że najlepiej funkcjonują, kiedy są w ruchu. Post, który przekazywany jest z tablicy na tablicę, komentowany i udostępniany, ma szansę stać się czymś więcej, niż kolejnym ciągiem znaków w dżungli komunikatów kierowanych “do nikogo”. Aby komunikat poruszał i “ruszał się” w społeczeństwie, potrzebne jest coś, co w ten ruch wprawia: emocje. Emocja (od łac. e movere, „w ruchu”) – to stan znacznego poruszenia umysłu. Dla wymarzonego przez wielu marketerów efektu “zaraźliwej treści” mniej ważne jest to, jaką formę ma komunikat, niż to, co robi on z odbiorcą – jakie stany emocjonalne w nim wywołuje. Sugerują to to m. in. badania Johana Bergera i Katherine L. Milkman***, na jakie powołuje się Piotr Bucki w książce Viral – jak zarażać ideami i tworzyć wirusowe treści****, która zainspirowała mnie do napisania tego artykułu. 

Wirusy w laboratorium 

Wymienieni wyżej badacze, postanowili zweryfikować co sprawia, że ludzie chcą dzielić się danym materiałem (postem, komentarzem, filmem etc.) z innymi użytkownikami medium społecznościowych. Wykorzystano algorytmy sztucznej inteligencji i analizę semantyczną, by sprawdzić czym różni się treść sharowalna***** od takiej, która znika w społecznej pamięci równie szybko, jak się pojawia. Celem badania było sprawdzenie jakie treści i jakie emocje wywołują z większym prawdopodobieństwem wirusowy efekt. Intuicyjnie zakładamy, że news, który “wzbudza emocje” będzie tym, który szybciej obiegnie świat. Ale o jakie dokładnie emocje chodzi? 

Wkurzaj, baw lub zachwycaj 

Świat social mediów nie jest na tyle prosty, by powiedzieć, że chcemy dzielić się treściami wzbudzającymi pozytywne odczucia. Kluczowe okazuje się samo emocjonalne pobudzenie – im silniejsze, tym motywacja do udostępnienia materiału, który je wywołał, jest wyższa. Treści, które wywołują zachwyt i wzruszenie udostępnimy chętniej niż te, które wywołują smutek (ten ostatni obniża pobudzenie i hamuje tendencję do podejmowania jakichkolwiek działań, co w dużym natężeniu odczuwają ludzie zeznający stanów depresyjnych). Największą energię napędową ma gniew; wysoko w statystykach udostępnień ma również lęk i przerażenie. Okazuje się, że często stosowany w reklamach efekt zaskoczenia nie jest aż tak silnym motywatorem do reagowania na treści – chyba, że zaskoczenie łączy się z inną wysokoenergetyczną emocją.

Opowiedz historię

W sierpniu polskie (choć nie tylko) social media zbombardowały zdjęcia i relacje z okolic Usnarza Dolnego. Ta niewielka miejscowość stała się nagle bardzo rozpoznawalna. Niemal każdy słyszał o akcji podjętej przez posła Franciszka Sterczewskiego. Mężczyzna, korzystając ze swojego immunitetu postanowił zbliżyć się do przebywających na granicy imigrantów i przekazać im żywność oraz leki. Zdjęcie posła z niebieską torbą, której przekazanie udaremnili funkcjonariusze straży granicznej, stało się viralem. Widać na nim emocje Franciszka – zrezygnowanie, żal – oraz konsternację umundurowanych. Samo wydarzenie i jemu towarzyszące okoliczności wywołały ogromne poruszenie. Sprawa wzbudza ogromne emocje – przede wszystkim wzburzenie i gniew – zarówno zwolenników, jak i przeciwników argumentów, jakie reprezentuje poseł Sterczewski. Poza kwestią emocji, przykład jest to ilustracja roli innego czynnika, zachęcającego do dzielenia się treścią, jakim jest ujęcie tematu w formę historii******: z początkiem, rozwinięciem i zakończeniem, a także głównym bohaterem, który jest nośnikiem przekazu. 

Pokaż walutę 

Wzbudzenie określonych emocji dobrą historią nie wystarczy, by ktoś chciał skomentować czy udostępnić daną treść. Odnosząc się publicznie do czegoś opublikowanego w social mediach, w sposób nieświadomy chcesz uzyskać określony efekt – pomóc innym (motywacja altruistyczna), dobrze wypaść (motywacja narcystyczna) lub po trochu jedno i drugie. Chętnie udostępnisz informację, którą uważasz za przydatną, nową oraz istotną. Piotr Bucki określa ten aspekt jako pass along value – wartość przekazywanego komunikatu. Im oceniasz ją jako wyższą (plus czujesz, że wzbudza w tobie określone emocje), tym większa jest szansa, że daną treść opublikujesz na swoim wall’u. 

Każda publikacja wywołuje określony efekt – jest jak jedna z cegiełek, budujących twój wizerunek w sieci. Dzięki udostępnianym treściom – czy się z tym świadomie zgodzisz, czy nie – chcesz prezentować się jako dobry człowiek, inteligentna bestia, dusza towarzystwa czy członek jakiejś określonej “grupy wtajemniczonych”, posiadającej elitarną wiedzę. Tego typu waluta społeczna******* wpływa na siłę transmisji komunikatu. Zastanów się, czym i ile “płacisz” pisząc post, którym chciałbyś “zarażać”.  

Co z tą gazelą? 

“Otrzymaliśmy nagrodę Gazeli Biznesu, Prezes odebrał ją dziś podczas uroczystej gali.” – bohater narracji wyszczególniony, informacja nowa, ale… jakoś nie wzrusza. Komunikat wisi w social mediach, polajkowało go kilku pracowników, jednak gromkich braw i fali udostępnień ani widu, ani słychu. Post nie wzbudza silnego pobudzenia (chyba, że ktoś naprawdę wścieka się firmę i potraktuje to jako pretekst do wyrażenia frustracji w komentarzu). Poza pojedynczymi reakcjami członków zespołu, którzy odniosą się do treści publicznie z motywów narcystycznych (patrz, w jakiej świetnej firmie pracuję!), taki wpis nie zmieni znacząco ani świata, ani wizerunku organizacji. 

Gazelę zostaw zatem w garażu. Niech błyszczy, stojąc na półce i ciesząc od czasu do czasu twoje oczy. Niczym lew na sawannie wpraw w poruszenie pojące się u źródła informacji stadko obserwatorów. Efekt zaskoczenia przez niejednoznaczny tytuł oraz dodanie osobistej perspektywy, jaki próbowałam uzyskać na wstępie, może nie wystarczą do stworzenia viralu, ale mogą przykuć czyjąś uwagę. Twórz wzbudzające emocje treści o swojej praktyce prawniczej. Niech nadchodząca wiosna będzie pełna tylko takich wirusów. 

* Rowerowy Poznań – „Sekcja Rowerzystów Miejskich” – działające od 1993 stowarzyszenie, którego głównym celem jest promocja roweru jako środka komunikacji miejskiej.
**  Autorka tekstu pozdrawia jeden z poznańskich SORów.
*** J. Berger, K.L. Milkman, What Makes Online Cintent Viral, “Journal of Marketing Research”, kwiecień 2012, Vol. 49, No. 2, s. 192-205.
**** P. Bucki, “Viral – jak zarażać ideami i tworzyć wirusowe treści”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2019.
*****  Od to share – ang. dzielić się, ale też – w social mediach – udostępniać (treść, post).
******  T. Yuki, What Makes Brands’ Social Content Shareable on Facebook?, “Journal of Advertising Research| 2015. Za: P. Bucki, Viral – jak zarażać ideami…”
******* Piotr Bucki, używając tego określenia, powołuje się na Johana Bergera, który miał użyć go w książce “Efekt wirusowy w biznesie”. Za: P. Bucki, Viral – jak zarażać ideami…” 

 

Wszystko o „czcionkach” – dlaczego wybór odpowiedniej typografii może przynieść korzyści

Poniższy artykuł pochodzi z siódmego numeru wyjątkowego Magazynu branży prawnej – Magazynu Prawniczego. Jeśli chcesz przeczytać więcej eksperckich artykułów kierowanych do kancelarii…

SPRAWDŹ NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU LUB ZAMÓW PRENUMERATĘ!

***

Pismo towarzyszy ludziom od zarania dziejów. Pierwsze znaki graficzne stosowano już na terenach dzisiejszej Grecji, ponad 7 tysięcy lat temu. Mimo że kształt liter greckich uzależniony był od narzędzi, którymi litery te były wykonywane, to staranność i precyzja tych znaków wciąż robi wrażenie na grafologach.

A jak wygląda to dziś? Czy prawnicy zwracają uwagę na typografię, czy odróżniają czcionki szeryfowe od bezszeryfowych? A może wciąż nie wiedzą, czym różnią się kapitaliki od wersalików? Przyjrzyjmy się temu.

Kiedy stosować czcionki szeryfowe, a kiedy bezszeryfowe?

Szeryfowe pismo różni się od bezszeryfowego tym, że posiada dodatkowe linie poziome bądź ukośne przy zakończeniach znaków (tzw. szeryfy). Pismo szeryfowe świetnie nadaje się do długich tekstów, dlatego często wykorzystywane jest przy składzie książek. Fabuła pisana szeryfowymi fontami jest wyraźnie przyjemniejsza dla oka czytelnika. Z kolei kroje bezszeryfowe świetnie wyglądają w logotypach kancelarii. Dzięki prostym, minimalistycznym i smukłym znakom wyglądają nowocześnie i wpisują się w aktualne trendy technologiczne.

Krój Monotype/Monospace wybawca programów komputerowych

Czasem bywa tak, że technologia wymusza na typografach tworzenie nowych, dedykowanych krojów pisma. Tak było w przypadku pierwszych programów komputerowych, gdzie tradycyjne fonty zastąpiono fontami w stylu Monospace. Charakteryzują się one równymi szerokościami liter i ściśle określonymi odstępami między nimi, dzięki czemu idealnie nadają się do pisania kodów źródłowych. Monospace Fonts przez swoją rozpiętość i specyfikę nie powinny być jednak wykorzystywane na stronach kancelarii.

Co to jest Kerning i dlaczego jest ważny?

A jeśli już o odstępach mowa, to z pomocą przychodzi nam tzw. Kerning. Chodzą słuchy o prawnikach, którzy zamiast zlecać grafikom projekty, wolą sami zaprojektować w Wordzie logo dla kancelarii. Niestety wprawione oko estety szybko zauważy zupełny brak regulacji odstępów liter i defekty tej chałupniczej roboty. Tak się składa, że każda litera alfabetu posiada własne światło, czyli białą przestrzeń, która oblewa czarny znak graficzny. Obszar tej przestrzeń różni się w zależności od kształtu litery. Oko ludzkie bardzo lubi, kiedy obszary sąsiadujących liter mają podobną wielkość. Nasuwa się więc pytanie: dlaczego projektant kroju tego nie uwzględnił? Odpowiedź jest prosta bo typografowie nie są w stanie przewidzieć, w jakiej konfiguracji ich litery zostaną wykorzystane w logotypie. Na szczęście tu z pomocą przychodzą nam graficy, którzy wiedzą, że litera „I” obok litery „A” będzie miała tego światła zdecydowanie za dużo, więc zbliżają tę parę możliwie mocno do siebie.

Czym różnią się KAPITALIKI od WERSALIKÓW?

Napisz to zdanie kapitalikami słyszymy często w kancelarii. Wydaje nam się, że wiemy, co mamy zrobić, więc posłusznie piszemy takie zdanie dużymi literami. Ale zaraz, zaraz. Czy to przypadkiem nie są jednak wersaliki? Zaglądamy do słownika i sprawa się szybko wyjaśnia. Wersaliki to wielkie litery, litery powiększone danej czcionki. Oznacza to, że wszystko, co piszemy, ma charakter wielkich liter – ma ich szerokość i wysokość. Często używamy ich, by „wykrzyczeć” jakąś treść. Z kolei kapitaliki mają wygląd liter wielkich, ale pozostają w rozmiarze, a więc w wysokości, liter małych. W ten sposób sprawiamy, że pismo staje się nieco inne niż wszystkie i zostaje wyróżnione w dodatkowy sposób. 

Szewc w dziurawych butach chodzi…czyli kilka słów o licencjach

Ostatnio spotkałem się z prawnikami, którzy podkreślali, że są ekspertami od prawa autorskiego. Jeszcze podczas spotkania okazało się jednak, że ci eksperci nie posiadają praw autorskich… do fontu, którego używają w logotypie. Dlatego tak istotne jest, aby sprawdzić, jaki rodzaj licencji ma font, który stosujemy. Trzeba też upewnić się, czy jego licencja pozwala nam na wykorzystanie go do działań komercyjnych. W najgorszym przypadku trzeba taki krój kupić (np. na stronie www.myfonts.com) lub przelać należne tantiemy na indywidualne konto autora.

Jakich fontów unikać?

Nie należę do radykałów, którzy pragną ograniczać fantazję prawników. Mimo że niektórych krojów nie stosuję, uważam, że każdy font może być dobry, w zależności od miejsca i charakteru jego wykorzystania. Dlatego warto zwrócić uwagę, czy aby na pewno infantylna czcionka Comic Sans dobrze oddaje charakter kancelarii, a także, czy tradycyjna Cursiva świadczy o jej nowoczesności.

Podsumowując jak wiele kwestii marketingowych, tak również wybór kroju pisma, warto skonsultować z profesjonalistą. Doświadczony grafik pomoże zweryfikować, czy wybrana „czcionka”

będzie czytelna i przyjazna dla odbiorców. Podpowie też, czy wesprze ona kancelarię w budowie pożądanego wizerunku. 

Chcesz być z nami
na bieżąco?
Zapisz się do newslettera