Miesiąc: sierpień 2024 | Marketing Prawniczy – portal nowoczesnych prawników i kancelarii

True Stories: Drogi kliencie, nie bawmy się w „nic ”

Bardzo lubię spotkania konsultacyjne z klientami. To właśnie na ich (czy raczej – w ich efekcie) powstaje prawdziwe coś z niczego. To daje satysfakcję – choć zdecydowanie łatwiej się pracuje, gdy „coś” może powstać „z czegoś”. Bo choć jako agencja marketingowa to my prowadzimy spotkanie i zawsze, absolutnie zawsze dbamy, aby przebiegało ono dla klienta komfortowo i zgodnie z planem, czasem bywa to naprawdę trudne. 

Zwłaszcza gdy po drugiej stronie nie ma woli współpracy. Bo to chyba niemożliwe, że prawnik nie ma żadnych, ale to absolutnie żadnych przemyśleń na temat tego, jak ma być postrzegany jego biznes prawniczy, który prowadzi od dziesięciu lat?

Strategia komunikacji wymaga pytań

Przed spotkaniem konsultacyjnym z nami klient otrzymuje ankietę. Zawiera ona szereg pytań, które pozwolą nam się lepiej poznać. Zwykle ankietę tę uzupełnia – mniej lub bardziej szczegółowo, ale to akurat temat na inny wpis.

Na spotkaniu pojawia się jednak dodatkowe wyzwanie. Wyzwanie, czyli ja – specjalistka ds. komunikacji. Bo ja, z perspektywy projektowania komunikacji, czasem zadaję kilka innych dodatkowych pytań, które mają za zadanie doprecyzować te ogólne, które znajdują się we wspomnianej wyżej ankiecie. Moje pytania nie wymagają specjalnego przygotowania. Są krótkie, przyjemne i mają na celu poniekąd ośmielić klienta do rozmowy na temat oczekiwań co do komunikacyjnego wizerunku marki. Chcę po prostu porozmawiać, aby wyczuć, w jakim stylu komunikuje się sam klient, jak myśli o swoim biznesie, jak go postrzega. Just like that.

Zdarzają się jednak klienci, którzy są wyjątkowo oporni na tę rozmowę, żeby nie powiedzieć – negatywnie do niej nastawieni. Klienci, którzy lubią ze mną grać w grę:

Kto odmieni słowo „nic” więcej razy?

Rozmowa z tym typem klienta wygląda mniej więcej tak:

  • Czy istnieje coś, czego na pewno chcecie Państwo unikać w komunikacji? NIC
  • Czy istnieje coś, co szczególnie podoba się Państwu w komunikacji innych marek prawniczych lub po prostu – innych marek? NIC
  • Czy istnieje coś, co wyróżnia kancelarię na tle konkurencji? NIC
  • Czy jest coś, co podoba się Państwu w dotychczasowej komunikacji kancelarii? NIC 
  • Czego na pewno pozbywamy się z obecnej komunikacji? NICZEGO
  • Za co najczęściej klienci doceniają Państwa kancelarię? ZA NIC 

Ta gra ma oczywiście bardziej zaawansowaną część dalszą:

  • Jak Państwo o sobie mówicie – kancelaria, firma doradcza, firma, organizacja? RÓŻNIE.
  • Jakie są Państwa główne specjalizacje? WY NAM POWIEDZCIE.
  • Jak klienci postrzegają Państwa kancelarię? Czy jest to raczej wizerunek chłodnego profesjonalisty czy zaufanego doradcy, przyjaciela? RÓŻNIE.
  • Jakich klientów chciałaby Państwo obsługiwać w przyszłości? DOBRYCH.
  • Jaki jest poziom świadomości prawnej Państwa klientów? NIE WIEM. 

Oczywiście to pytania wyrwane z kontekstu – nie zawsze padają, czasem brzmią zupełnie inaczej, w zależności od tego, jak przebiega rozmowa i jaki mamy, mówiąc po staropolsku – flow. Czasem konwersacja po prostu płynie i nie ma potrzeby szczegółowego dopytywania o detale, bo wychodzą samoistnie (to ta wymarzona sytuacja). Czasem jednak zdarzają się przypadki wręcz odwrotne.

W ubiegłym roku miałam (nie)przyjemność pracować z Radcą Prawnym Mecenasem Niemową. Nasza rozmowa na temat komunikacji trwała trzy minuty. Nie było możliwości zagajenia o cokolwiek, bo słowo nic po prostu przykleiło mu się do ust, nie pozwalając im otworzyć się na dłużej niż dwie sekundy. Co zabawne, jak zresztą nietrudno się domyślić, True Story płynąca z tej współpracy była taka, że pan ostatecznie zakwestionował sporą część wykonanej przeze mnie pracy – uszytej od podstaw, z niczego – bo…

… to jest takie nie moje!

To absolutnie najgorsze, co może usłyszeć specjalista ds. komunikacji, który nie miał możliwości wyciągnięcia od klienta żadnych informacji.

OCZYWIŚCIE, ŻE TO JEST NIE TWOJE. Skoro nie przyłożyłeś się nawet jednym zdaniem do powstania treści, które oddawałyby charakter Twojej kancelarii, nie było innej możliwości – powstał twór poprawny technicznie, twór przyjemny w czytaniu i pod pewnymi względami zapewne całkiem dobry, ale – jednak sztuczny. A czego chcemy w komunikacji?

AUTENTYCZNOŚCI.

Bardzo ciężko jednak osiągnąć ten efekt, gdy prawnik o komunikacji rozmawiać nie chce, traktuje ją po macoszemu i uważa za jakiegoś ekstrasa dosprzedanego sztucznie do usługi konsultacji. Komunikacja bynajmniej takim ekstrasem nie jest. To właśnie strategia komunikacji i wszystkie związane z nią elementy odpowiadają za to, jak postrzegana jest Twoja kancelaria, za to, jak widzą ją potencjalni klienci, dzięki którym utrzymasz się na powierzchni. Dlatego właśnie, jak głosiła nazwa pewnego programu publicystycznego:

Warto rozmawiać

I tak – jako marketingowcy zdajemy sobie sprawę, że czasami naprawdę dużo mówimy. Rozumiemy też, że czasem pytania, które z naszego punktu widzenia są proste, mogą sprawiać trudność. Ale wówczas możemy je doprecyzować, zadać inaczej, pociągnąć za język (nie dosłownie, choć niektórym odrobina dyskomfortu by się przydała!). Słowo: NIC zamyka nam jednak dalszą drogę. Demotywuje. I podcina skrzydła.

Prawniku, prawniczko, sam(-a) pewnie czasami próbujesz na wszystkie sposoby wyciągnąć jakieś informacje od swoich klientów. I pewnie wiesz, że bywa to trudne, niekomfortowe i nieprzyjemne. Nie rób tego swojej agencji marketingowej.

Rozmawiajmy. Bez słowa „nic”. Tylko tyle i aż tyle.

Nie kończ na artykułach – pobierz darmowego ebooka i odkryj całą serię True Stories w jednym miejscu! POBIERAM PORADNIK.

True Stories: Nie szkoda Wam pieniędzy?

Jako project manager w agencji marketingowo-doradczej TOMCZAK STANISŁAWSKI, odpowiadam za dział online i realizacje, które toczą się w trybie projektowym. Tworzymy m.in. strony internetowe, rozbudowane serwisy, landing pages itp. 

Oznacza to, że każda współpraca, której podejmujemy się w moim dziale – z założenia – ma początek i koniec. Mamy do czynienia z precyzyjnie określonymi terminami, które –  zazwyczaj po stronie kancelarii – są nie do przekroczenia. O tym, jak te terminy wyglądają w praktyce, wspomnę w kolejnym artykule, bo z pewnością warto 🙂 Dziś jednak skupię się na innym problemie. Chodzi o liczbę osób, które po stronie kancelarii angażują się w projekt. 

Nowa strona? Ja też chcę! 

Prosta sytuacja – kancelaria zgłasza się do nas po nową stronę internetową. Członkowie zespołu (co zrozumiałe) wykazują się dużym zaangażowaniem. Każdy ma coś do powiedzenia, każdy ma swoją wizję, każdy ma też swoje preferencje estetyczne. I tu właśnie zaczynają się schody, bo jak mawia stare powiedzenie: co za dużo, to niezdrowo. I nieefektywnie. 

Nie umniejszając nikomu, w tym najbardziej sobie, tworzymy tylko – i aż – stronę internetową. Nie budujemy elektrowni jądrowej ani nie lecimy w kosmos. Strona ma spełniać konkretne cele i założenia, a przy okazji powinna fajnie się prezentować. Oczywiście, kryje się za tym zbiór kluczowych szczegółów, budowa struktury, ścieżki klienta, komunikacji marketingowej, dobór kolorystyki i masa innych rzeczy, ale…

… kancelaria nie musi się na tym znać

Poważnie. Prawnicy przychodzą do nas – jako do ekspertów – i mogą w pełni zaufać, że potrafimy wykonać dobrze naszą pracę. 

Przed pierwszym spotkaniem zawsze prosimy klienta o wypełnienie krótkiego briefu, czyli ankiety dotyczącej oczekiwań co do projektu. Odpowiedzi omawiamy i pogłębiamy na spotkaniu koncepcyjnym. I tutaj często dochodzimy do kluczowego problemu – liczby osób na tym spotkaniu. Bo nierzadko są na nim WSZYSCY. Komplet partnerów zarządzających, szefowie działów oraz oczywiście osoby odpowiedzialne za marketing; często również ktoś z administracji. Powstaje więc pytanie: 

Ile energii i środków finansowych kancelaria przeznacza na takie spotkanie? 

No właśnie. Bo czas zespołu przecież kosztuje, o czym nasi klienci często zdają się zapominać. Tymczasem:

  • Ilu ustaleń musi dokonać kancelaria, żeby znaleźć dogodny dla wszystkich termin? 
  • Ile ważniejszych, merytorycznych tematów zostanie przez to odłożonych?
  • Ilu klientów będzie musiało dłużej poczekać? 

Z ciekawości – polecam to obliczyć, mnożąc liczbę osób na spotkaniu przez stawkę godzinową. Sporo, prawda? A to tylko najmniejszy wycinek tego czasu. 

Strona NIE MUSI podobać się wszystkim 

Niektórzy pomyślą teraz, że przesadzam. Chodzi przecież o strategiczne ustalenia, a strona jest główną wizytówką, więc musi podobać się WSZYSTKIM. I tutaj muszę Cię rozczarować – nie da się zrobić tak, żeby podobała się każdemu. Oczekiwania estetyczne, jak i dotyczące funkcjonalności, są bardzo subiektywne. Znalezienie na spotkaniu wspólnego głosu kończy się najczęściej rozczarowaniem oraz przedłużeniem (znaczącym) całego projektu. 

Drastycznym przykładem, który niestety nam się przydarzył, jest robienie projektu zupełnie od nowa, ponieważ jednemu z partnerów projekt się nie spodobał. Co kluczowe, partner ten był obecny na spotkaniu koncepcyjnym. Nie zabierał wówczas głosu, bo zapewne nie miał czasu, nie był odpowiedzialny za realizację, ale – uznał, że fajnie będzie być. Przy prezentacji drugiej wersji stwierdził natomiast, że w sumie to jednak faktycznie on nie ma czasu się w to angażować i niech zadecydują inni. 

Ogromna strata czasu, środków i niestety zaangażowania, bo nie ma co ukrywać, z czasem zapał się ulatnia. 

Każda kancelaria zatrudnia specjalistów w konkretnych dziedzinach. Dlaczego więc nie zaufać w pełni osobom odpowiedzialnym za projekt nowej strony? 

Im mniej, tym lepiej 

Zrealizowałam dziesiątki projektów stron internetowych i moja złota rada brzmi: im mniej, tym lepiej

Co można zrobić, żeby proces był po obu stronach optymalny, a kancelaria nie miała poczucia wyrzucania pieniędzy w błoto? Oto przepis: 

  1. Wybierz jedną lub dwie osoby, które będą odpowiadały za projekt po stronie kancelarii. Chodzi o osoby decyzyjne, a nie łączniki pomiędzy partnerem a nami. Pozwól tym osobom działać i decydować. Jeżeli zdecydują, że kolor zielony jest tym, który powinien Was wyróżniać, a w menu powinny znaleźć się cztery pozycje – niech tak się stanie.
  2. Wspólnie ustalcie najważniejsze kwestie:
  • do kogo kierowana jest nowa strona internetowa  – do kogo chcecie dotrzeć, a kto z pewnością nie jest targetem (uwaga: odpowiedź „do biznesu” jest zbyt szeroka, potrzebujemy konkretów!),
  • jaki ma być główny cel nowej WWW – np. budowa wizerunku, sprzedaż, budowa marek osobistych,
  • co jest dla Was najważniejsze  – np. prezentacja kluczowych osób, pokazanie bardzo specjalistycznych usług, potwierdzenie międzynarodowego zasięgu działalności itp. 
  1. No i w końcu… pozwól nam działać. Kancelarie zgłaszają się do nas, bo na jakimś etapie wiedzą, że to my jesteśmy ekspertami. Mając najważniejsze cele i założenia, zrobimy wszystko, aby je spełnić. Strony internetowe rządzą się swoimi prawami i jeżeli odradzamy tworzenie kolejnej sekcji z historią powstania kancelarii , to nie dlatego, że jesteśmy leniwi. Wiemy po prostu, że to się nie sprawdzi. 

Brzmi prosto? I faktycznie takie może być. Zaufanie to najcenniejsza waluta i klucz do udanej współpracy z agencją marketingowo-doradczą. Przekonaj się o tym i zrób pierwszy krok.

Potrzebujesz nowej strony internetowej? Lepszego momentu nie będzie.
Napisz do mnie: kl@tomczak-stanislawski.pl

Nie kończ na artykułach – pobierz darmowego ebooka i odkryj całą serię True Stories w jednym miejscu! POBIERAM PORADNIK.

Chcesz być z nami
na bieżąco?
Zapisz się do newslettera