Miesiąc: maj 2020 | Marketing Prawniczy – portal nowoczesnych prawników i kancelarii

Jak zwinnie połączyć sportową pasję i prawo – Elżbieta Liberda

Czy prawnik może być jednocześnie czynnym sportowcem? Dlaczego nie! Co więcej – może sprawnie łączyć obydwie pasje i spełniać się w jednym i drugim.

Gościem 19. odcinka podcastu Marketing Prawniczy w Praktyce jest Elżbieta Liberda – czynna zawodniczka dyscypliny ujeżdżenia, właścicielka ośrodka jeździeckiego oraz ekspertka prawa dla jeźdźców, hodowców koni i lekarzy weterynarii.

Listen to „MPP#019 Elżbieta Liberda – Jak zwinnie połączyć sportową pasję i prawo” on Spreaker.

SŁUCHAJ TAKŻE NA iTUNES

SŁUCHAJ TAKŻE NA SPOTIFY

Z tego odcinka dowiesz się m.in.:

  • Czy na dzisiejszym rynku można utrzymać się z naprawdę wąskiej specjalizacji?
  • Czy w kancelarii muszą pracować wyłącznie prawnicy?
  • Czego prawnik może nauczyć się od jeźdźców i hodowców?
  • Jakie problemy prawne generują… konie?
  • Ilu prawników zajmuje się prawem jeździeckim w Polsce?
  • Jak prawnik może sprawić, aby klient czuł się w trakcie konsultacji dobrze i komfortowo?
  • Vlog czy blog – co obecnie ma większy sens?
  • Jak przestać bać się marketingu i opinii innych?
  • Jakie działania marketingowe przynoszą rezultaty w wąsko wyspecjalizowanej kancelarii?
  • Czy osoby piszące nieprzychylne komentarze w Internecie warto blokować?

Ten odcinek to prawdziwa kopalnia inspiracji dla prawników, którzy wciąż szukają swojej drogi i chcieliby zająć się wąską, nietypową specjalizacją. Jest też niezwykle szczery – Ela opowiada swoją historię bez owijania w bawełnę. Wysłuchaj koniecznie!

Linki do odcinka:

Jakie kolory pasują do kancelarii?

Poniższy artykuł pochodzi z drugiego numeru wyjątkowego Magazynu branży prawnej – Magazynu Marketing Prawniczy. Jeśli chcesz przeczytać więcej eksperckich artykułów kierowanych wyłącznie do kancelarii…

SPRAWDŹ NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU LUB ZAMÓW PRENUMERATĘ!

 

Czy świat mógłby istnieć bez kolorów? Oczywiście. Nie da się jednak ukryć, że dzięki zdolności naszych oczu do odbierania światła, wiele zyskujemy. To kolory wpływają na postrzeganie przestrzeni, nasze zachowanie i nastrój. 

Zimne, stonowane barwy mają właściwości uspokajające, z kolei ciepłe, jaskrawe kolory pobudzają nas do działania. Jakie konsekwencje niesie ze sobą wybór koloru przy tworzeniu brandu kancelarii? Czy istnieją barwy, których prawnicy powinni się wystrzegać? Na te i wiele innych pytań odpowiem w artykule.

Jaki jest najpopularniejszy kolor?

Barwa niebieska wraz ze swoimi odcieniami jest kolorem, który najczęściej pojawia się na stronach kancelarii. Dlaczego? Nie ma w tym żadnej tajemnicy. W branży niebieski zyskał sławę dzięki skojarzeniom z biznesem, czyli ze szklanymi wieżowcami, ciemno-granatowymi garniturami, krawatami noszonymi w korporacjach. Co więcej, w psychologii kolor ten utożsamiany jest z opanowaniem i spokojem, co pomaga wzbudzić zaufanie i wiarygodność u przyszłych, biznesowych partnerów. 

Niestety, nasi politycy dobrze znają moc kolorów, więc zręcznie manipulują nami podczas swoich wystąpień. Przykład? Wystarczy włączyć telewizor, wybrać odpowiedni program i zwrócić uwagę na tło za plecami polityków lub przypatrzeć się kolorom koszul i marynarek. Dominuje kolor niebieski. Znajdziemy go także w logotypach wiodących partii. Gdyby kolory nie miały znaczenia, większość posłów chodziłaby do pracy w hawajskich koszulach, takich samych, jakie przywdziewa Wojciech Cejrowski. 

Co więcej pstrokate koszule wpływają na groteskowość wysyłanych komunikatów. Potrzeba naprawdę dużej woli, aby zmienić tak silny i niekorzystny w tym przypadku przekaz.

Odważne czy stonowane kolory? 

Jak powiadają naukowcy to zależy. Warto postawić sobie pytanie, jaki cel realizuje strona kancelarii. Jeżeli przypomina bazę wiedzy, w której użytkownicy zanurzają się po pas i cały dniami raczą się informacjami, postawmy na stonowane, jasne i spokojne kolory. Jeżeli jednak naszym celem jest oferowanie usług lub chcemy zaangażować użytkownika i zachęcić go do podjęcia sprawnej decyzji, zastosujmy odważne i jaskrawe kolory. Dzięki temu szybciej zachęcimy potencjalnego klienta do działania, a działanie to może skutkować nawiązaniem współpracy z kancelarią. Odważne i mocne kolory pomagają również wyróżnić się na tle konkurencji, która podobno “nigdy nie śpi ”.

Podoba Ci się to zdjęcie? Odkryj sklep ze zdjęciami dedykowanymi branży prawnej – Legalove! 

Czy istnieją złe kolory?

No właśnie. Czy istnieją złe kolory? Takie, których powinniśmy wystrzegać się przy tworzeniu brandu kancelarii? Nie. Nie ma złych kolorów. Są tylko złe zestawienia kolorystyczne. Każdy kolor może zostać “Color of the Year” firmy Pantone*. Każdy kolor może także wypaść słabo, jeżeli ustawimy go na niewłaściwym tle lub zestawimy go z kontrastującym, innym kolorem. To dlatego często przy określaniu kolorów używamy raczej terminologii “pasuje” lub “nie pasuje” zamiast “piękny” lub “brzydki”. Jak ze wszystkim w życiu potrzebny jest punkt odniesienia. Bez zła, nie byłoby dobra, bez fast foodu nie byłoby zdrowych diet. 

Z autopsji wiem także, że jeżeli zaproponowany przez nas kolor “kłuje” prawnika w oczy, to  często wynika to z osobistych, złych skojarzeń z daną barwą. Jakich skojarzeń? Na przykład z  poprzednim pracodawcą, z kolorem znienawidzonej ściany albo z uszczypliwym komentarzem do koloru swetra, który usłyszeliśmy kiedyś na szkolnym korytarzu. 

Zdarza się, że niektóre kolory kojarzą nam się także z zacofaniem. Przykładem jest paleta monotonnych barw dostępna w czasach PRL. Do dziś niektóre kolory z tej palety wywołują u nas mdłości i odruchy powracania treści pokarmowych do przełyku. Bądźmy jednak uczciwi to nie wina koloru. W świecie mody widać to najlepiej. Każdy kolor może być na topie,  ale nie każda barwa do siebie pasuje. 

Jak zatem wybrać odpowiednie kolory? W internecie znajdziemy wiele przydatnych narzędzi (np. ), jednak najlepiej skonsultujmy się z grafikiem. Sam wiele razy zawiodłem się na dostępnych w sieci programach. Przy wyborze kolorów wolę polegać na sobie, bo zazwyczaj “bardziej to czuję niż wiem”. Dlatego jestem grafikiem.

Złe wybory, a nie złe kolory 

Reasumując, nie ma złego koloru dla kancelarii, a jedynie kolor źle dopasowany do kontekstu. Kontekstem może być zarówno drugi kolor, jak i element nieco bardziej metafizyczny, czyli cel wytyczony przez kancelarię.

Odwaga to dobra cecha przy wyborze kolorów, szczególnie, kiedy chcemy wybić się na tle konkurencji. Gdy pojawia się niepewność przy wyborze koloru, zastanówmy się, gdzie leży źródło tego uczucia. Często nasze osobiste odczucia, mogą być zgoła inne niż odczucia naszych klientów. No i co najważniejsze zaufajmy grafikom, bo oni niczym wytrawni kucharze, potrafią tak dobrać składniki, aby dania były nie tylko strawne, ale też smakowały naszym klientom. 

 

Krótka historia o prawniczej autoprezentacji, czyli elevator pitch po nowemu

Poniższy artykuł pochodzi z drugiego numeru wyjątkowego Magazynu branży prawnej – Magazynu Marketing Prawniczy. Jeśli chcesz przeczytać więcej eksperckich artykułów kierowanych wyłącznie do kancelarii…

KUP NAJNOWSZY NUMER MAGAZYNU LUB ZAMÓW PRENUMERATĘ!

 

Wyobraź sobie taką sytuację. W przerwie na obiad wchodzisz do przypadkowego biurowca. Przeczytałeś na Facebooku, że znajdujący się tam sky bar oferuje ciekawe lunche. Wsiadasz więc do windy, a tam… Twoim oczom ukazuje się Elon Musk. Albo Bill Gates. Albo chociaż Zygmunt Solorz. 

Wow! Na taką okazję czekałeś. W Twojej głowie natychmiast pojawiają się myśli o nawiązaniu współpracy. Może akurat rozstali się ze swoją dotychczasową kancelarią?

Cóż, powyższy scenariusz jest tak samo prawdopodobny jak to, że Twoi klienci masowo zaczną płacić faktury w terminie. Dlatego właśnie elevator pitch w klasycznej formie coraz bardziej traci na użyteczności. Nie ma sensu myśleć o tym, co powiesz Muskowi podczas Waszego inicjacyjnego spotkania. Warto jednak wiedzieć, jak krótką autoprezentację zamienić w rozmowę biznesową. Ale po kolei.

Podoba Ci się to zdjęcie? Odkryj sklep ze zdjęciami dedykowanymi branży prawnej – Legalove! 

Klasyczny elevator pitch – co to jest i dlaczego nie działa?

Zgodnie z podstawową definicją, elevator pitch to krótki (maksymalnie 30-sekundowy) opis produktu, usług lub siebie samego. Jego celem jest przykucie uwagi odbiorcy, a w konsekwencji – nawiązanie współpracy, sprzedaż produktu lub inny, w zależności od sytuacji.

Elevator = winda; autoprezentacja powinna trwać tyle, ile przejazd windą. 

Pitch =  tekst nastawiony na sprzedaż.

Brzmi dobrze? Niekoniecznie. Nikt o zdrowych zmysłach nie da się raczej przekonać do współpracy w 30 sekund. No chyba, że powiesz: Drogi Biznesmenie, dzięki współpracy z moją kancelarią, która jest ewidentnie najlepsza w mieście, pozbędziemy się wszystkich Twoich problemów – i z firmą i z byłą żoną! Ale tego jak wiadomo zrobić nie możesz.

Brak związku między klasyczną autoprezentacją, a sprzedażą potwierdzony został badaniami. Przeprowadzili je naukowcy z Uniwersytetu Stanforda i już w 2012 r., wykazali, że w ponad 90% przypadków na decyzję potencjalnego klienta nie ma wpływu Twoja 30-sekundowa autoprezentacja. Tymczasem w klasycznej literaturze o poradnikowym zabarwieniu, standardowy elevator pitch określany jest jako must have

Podoba Ci się to zdjęcie? Odkryj sklep ze zdjęciami dedykowanymi branży prawnej – Legalove! 

Po co mi ten cały elevator pitch?

No dobrze, scenariusz z poznaniem miliardera w windzie odrzućmy jako całkowicie nierzeczywisty. Nie oznacza to jednak, że elevator pitch jest zbędny. Wręcz przeciwnie. Konieczna jest jednak drobna modyfikacja myślenia o nim jako narzędziu służącym wyłącznie do autoprezentacji.

Prawnicy zwykle nie mają problemu z opowiadaniem o sobie. W przypadku elevator pitch celem nie jest jednak opowieść przepełniona szczegółami, ale wręcz przeciwnie – maksymalnie skondensowana. Gdybym szukała prawnika dla swojej firmy, prawdopodobnie interesowałoby mnie głównie to, w czym może mi pomóc. Nie oczekiwałabym opowieści o ukończonej aplikacji, pracy magisterskiej obronionej w katedrze prawa cywilnego i sześciu podymplomówkach. Brutalna prawda jest taka, że klienci biznesowi – mimo, że może czasem chcieliby uciąć sobie przyjacielską pogawędkę – zwykle nie mają na nią czasu. Zdobyć ich uwagę możesz tylko konkretem. I tu właśnie wkracza elevator pitch – cały na…pisany na nowo. 

Oprócz typowo biznesowych spotkań, elevator pitch przydaje się m.in.:

  • Przy tworzeniu nowej strony internetowej kancelarii.
  • Na spotkaniach networkingowych.
  • W social mediach – w szczególności w formie video.

Innymi słowy – elevator pitch jest niezbędny wszędzie, gdzie musisz szybko zaintrygować odbiorcę. Jest też ważnym elementem marki kancelarii. Prawnik, który w kilkadziesiąt sekund potrafi przedstawić clue swojej działalności i zainteresować nią rozmówców, ma zadatki na marketingowego wyjadacza. 

Uwaga rozmówcy jest kluczowa – dobry kontra zły elevator pitch 

Klasyczny elevator pitch w wykonaniu prawnika brzmi zwykle mniej więcej tak:

Nazywam się Jan Paragraf. W 2013 r. ukończyłem z wyróżnieniem studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. W 2017 r. ukończyłem aplikację radcowską, a od 2018 r. prowadzę indywidualną praktykę radcy prawnego w Warszawie. W imieniu moich mocodawców, prowadzę sprawy z zakresu prawa cywilnego oraz w sposób kompleksowy i profesjonalny reprezentuję klientów przed sądami powszechnymi oraz organami administracji publicznej. 

W którym momencie Pan Paragraf przykuł uwagę rozmówcy i zainteresował go swoimi usługami? Dobrze myślisz. W żadnym. Oczywiście, inny scenariusz jest możliwy, o ile Pan Paragraf pomyśli o trzech ważnych elementach nowoczesnego elevator pitch:

  • Zwięzłym przedstawieniu się.
  • Przykuciu uwagi odbiorcy.
  • Identyfikacji jego potencjalnego problemu.

Załóżmy, że jesteśmy na spotkaniu networkingowym. Pan Paragraf mógłby po prostu podejść do potencjalnego klienta i wygłosić przepełnioną datami mowę. Może jednak spróbować zaprezentować się inaczej i na pytanie Czym się zajmujesz, odpowiedzieć:

JP: Jestem radcą prawnym. Pomagam Klientom przejść przez najtrudniejsze chwile w ich życiu. 

Rozmówca: Och, czyli zajmuje się pan rozwodami?

JP: Nie tylko. Ratuję także upadające firmy – to często równie traumatyczne wydarzenie. Pracuję z największymi graczami w kraju. Pomagam im przejść przez kryzysy. Wspieram ich także w wypracowaniu efektywnej polityki finansowej. Znam odpowiednie narzędzia prawne, dzięki którym firma może funkcjonować długo i szczęśliwie. 

Rozmówca. Są takie? Brzmi ciekawie. Może pan rozwinąć ten temat?

Oczywiście powyższy przykład to scenariusz idealny. Mam nadzieję, że dostrzegasz jednak różnicę. Tym razem Pan Paragraf:

  • Odpuścił temat swojej edukacji.
  • Nastawił się na dialog, nie monolog. 
  • Przykuł uwagę odbiorcy w  ciekawy sposób (najtrudniejsze momenty w życiu).
  • Opowiedział czym się zajmuje, zostawiając miejsce na interakcję (znam odpowiednie narzędzia prawne – aż się prosi, aby dopytać jakie i czy inni prawnicy ich nie znają).
  • Zidentyfikował potencjalny problem rozmówcy – każda firma może przecież popaść w problemy finansowe.

O elevator pitch myśl jak o zaproszeniu do rozmowy. Nie powinna to być wyłącznie autoprezentacja, bo nie ma w niej miejsca na interakcję. A interakcja jest przecież kluczowa dla zdobycia nowych kontaktów.

Podoba Ci się to zdjęcie? Odkryj sklep ze zdjęciami dedykowanymi branży prawnej – Legalove! 

Dobry elevator pitch bazuje na świadomości własnej marki 

Jeden elevator pitch to często za mało. Możesz oczywiście przygotować sobie wstępny szkic, jednak w zależności od odbiorcy, będziesz zmuszony odrobinę go modyfikować. Klienci mają przecież różne problemy. Do tego niezbędna jest jednak świadomość własnej marki. 

Zanim więc zmienisz swój sposób myślenia o elevator pitch, zidentyfikuj kilka podstawowych problemów, które pomagasz rozwiązywać. Dzięki temu będziesz w stanie szybko przykuć uwagę rozmówcy. Pomyśl także w jaki sposób chcesz się komunikować – w pełni profesjonalnie czy może bardziej na luzie? Może możesz pozwolić sobie na jakiś zaczepny żart, dzięki któremu od razu przełamiesz pierwsze lody? Warto mieć kilka takich asów w rękawie. 

Pomyśl JAKIM jesteś prawnikiem i JAKIE problemy rozwiązujesz. Pracuj nad świadomością swojej marki, swoich mocnych stron i wizerunku, który chciałbyś zbudować. A później zdobywaj świat. Albo chociaż klientów-milionerów! 

Lekka kancelaria, czyli prawnik jako cyfrowy nomada – mec. Aneta Pacek-Łopalewska

„Lekka kancelaria” – czyli jaka? O niestandardowym, nowoczesnym modelu prowadzenia kancelarii w nowym odcinku podcastu Marketing Prawniczy w praktyce Jacek Stanisławski rozmawia z mec. Anetą Pacek-Łopalewską. 

Listen to „MPP#018 Lekka kancelaria, czyli prawnik jako cyfrowy nomada – Aneta Pacek-Łopalewska” on Spreaker.

SŁUCHAJ TAKŻE NA SPOTIFY

SŁUCHAJ TAKŻE W ITUNES

Wydaje Ci się, że prawnik nie może pracować wyłącznie zdalnie i w dodatku z dowolnego miejsca na świecie? Wysłuchaj nowego odcinka podcastu i przekonaj się, że są w naszym kraju specjaliści, którzy działają w taki właśnie sposób.

Z odcinka dowiesz się m.in.:

  • czym różni się kancelaria butikowa od eksperckiej,
  • jak przejść z klasycznego modelu do kancelarii pracującej wyłącznie zdalnie,
  • czy młody prawnik może zacząć karierę od prowadzenia wyspecjalizowanej kancelarii,
  • jak legaltech może pomóc prawnikowi w pracy merytorycznej,
  • czy budowa zespołu jest zawsze niezbędna w przypadku kancelarii,
  • jak wygląda pricing w kancelarii eksperckiej,
  • czym jest Treesk i dlaczego warto korzystać z tego narzędzia,

Model „lekkiej kancelarii” nierozerwalnie wiąże się z pracą zdalną, która zresztą w obliczu pandemii stała się codziennością wielu prawników. Jeśli chcesz poznać przydatne narzędzia, dowiedzieć się jak organizować pracę w domu i sprawdzi, jak robią to inni, pobierz nasz bezpłatny poradnik „Zdalny Prawnik”.

Podoba Ci się to zdjęcie? Odkryj sklep ze zdjęciami dedykowanymi branży prawnej – Legalove! 

Jak zmarnować budżet marketingowy?

Stawka godzinowa uczestnika spotkania x liczba uczestników x czas spotkania = twój koszt przygotowania działań marketingowych. Jeśli uwielbiasz rozmawiać o marketingu to świetnie, ale pamiętaj, że powinno to być wliczone w twój budżet marketingowy.

Historia z życia

Spotkanie zapoznawcze albo ofertowe z partnerami kilkudziesięcioosobowej kancelarii. Partnerów może być pięcioro, może być siedmioro. Rekordowo zostaliśmy podjęci przez 12 niezwykle doświadczonych prawników, rozchwytywanych specjalistów, którzy na co dzień nie mają czasu nawet przysłowiowej taczki załadować, bo są tak zarobieni.
Splendor, duma i całkiem niezła kawa.

Oczekiwanie prawników dotyczące spotkań w takim gronie sprowadza się często do „no dobrze Panowie, co tam dla nas macie” albo „no jesteśmy, to teraz nas bawcie”. W tym momencie zawodzimy na całej linii, ale to już temat na zupełnie inny artykuł.

Pomijając wstępne nastawienie rozmówców i to, że rozmowa przebiega ostatecznie w miłej atmosferze, ja zawsze liczę jedną rzecz. Pieniądze. Nie te, które potencjalnie możemy zarobić, wykonując dobrze swoją pracę. Do tego jeszcze długa droga.

Ja liczę te pieniądze, które grono tylko kilku albo kilkunastu specjalistów straciło (albo w innym ujęciu zainwestowało), mimo że większość z nich nie będzie zaangażowana w te projekty, bo jest zbyt zajęta rozwiązywaniem problemów klientów albo mają marketing w nosie. Jak to się mówi w języku Shakespeare’a: No hard feelings.

Zdarza się, że zadeklarowany przez kancelarię budżet na realizację np. strony internetowej jest wykorzystywany w całości podczas spotkań wstępnych prowadzących do podpisania umowy. W przypadku spotkań dotyczących stałej obsługi marketingowej takie rozmowy potrafią skonsumować do 10-15% rocznego budżetu marketingowego kancelarii!

Planując spotkanie i zapraszając kolejnych uczestników, policz, jaki jest koszt tego spotkania po stronie kancelarii. Obliczenie jest proste:

Stawka godzinowa uczestnika spotkania x liczba uczestników x czas spotkania = twój koszt.

Zastanów się, czy pełne grono partnerów jest potrzebne albo czy spotkań musi być pięć.
Czasem staramy się mobilizować do zmian, ale przypomina to rozmowę odtwarzaną przez Macieja Stuhra w skeczu „Pralka”.
– (my) „Podjąłem decyzję. Wychodzę z tego sklepu, w tej chwili albo z pustymi rękami albo z tą pralką. Co Pan wybiera?”
– (kancelaria) „Porozmawiać.”

Trzy sposoby na uratowanie budżetu

Rozumiem, że marketing jest pociągający, że jest odskocznią od nudnej prawniczej codzienności albo jest obszarem, na który trzeba patrzeć, bo a nuż coś z tego wyjdzie (niepotrzebne skreślić).

Jeśli jednak chcesz, żeby twój budżet był wykorzystany w najlepszy sposób, czyli na działanie, a nie tylko na wstępne rozmowy, proponuję zastosowanie przynajmniej tych 3 zasad:

1. Wybierz decydenta (decydentów) – ktoś z kancelarii musi mieć prawo podejmowania decyzji ostatecznych i zarządzania budżetem. Nie musi to być partner zarządzający, a nawet nie powinien, bo dzięki przekazaniu odpowiedzialności w ręce innych osób, osoba decyzyjna po prostu może oczekiwać dostarczenia rezultatów. Taką osobą może być szef/szefowa marketingu albo jeden z partnerów – pisałem o tym tutaj.

2. Ustal konkretne cele współpracy marketingowejchcę zarabiać więcej albo chcę mieć więcej klientów, to nie jest konkretny cel – jeśli nie potrafisz zrobić tego samodzielnie, to zrób to z doradcą już na pierwszym spotkaniu.

3. Trzymaj się planu – kiedy już rozpoczniesz działania marketingowe, trzymaj się planu i nie zmieniaj zdania co 5 minut jak chorągiewka na wietrze – nawet w nurcie agile marketingu działa się okresami (sprintami), po których następuje ocena tego, co zostało zrobione – skakanie z kwiatka na kwiatek tylko wprowadza zamieszanie.

Warto poświęcić czas na ustalenie zasad współpracy, ale jeszcze lepiej zacząć działać i korzystać z efektów.

Rabat covidowy

Wykorzystywanie pandemii do uzyskiwania rabatów dla nowych projektów uważam za próbę wyłudzenia. Jeśli chcesz zrobić coś nowego i oczekujesz wysokiej jakości, to nie zbijaj ceny, posługując się argumentami opartymi na emocjach.

Chciałbym kupić to Ferrari, ale proszę obniżyć cenę o 25%. No, bo wie Pan – koronawirus, ciężka sytuacja na rynku itd.

Mówią, że każda okazja jest dobra, żeby poprosić o rabat. Podobno kto pyta, nie błądzi. Dla mnie jednak zawsze kultura targowania się o cenę usług profesjonalnych była przejawem braku zaufania. Braku zaufania do sprzedawcy, którego z założenia podejrzewamy o to, że cenę wyssał z palca albo doliczył rozmiar buta. Braku zaufania do kupującego, że zaakceptuje cenę, więc trzeba dołożyć trochę, żeby było z czego schodzić. Sami sobie zgotowaliśmy ten los, a tysiące przedsiębiorców w Polsce codziennie dokłada do tego swoją cegiełkę. Nie jestem specjalistą od sprzedaży – to moje obserwacje.

Często to targowanie przyjmuje nawet formę żałosnego a może jakiś rabacik? Co gorsze, to pytanie zadawane jest często bez przekonania, na odwal. A nuż się uda. Niestety często się udaje, bo usługodawca chce zrobić klientowi dobrze bez żadnego uzasadnienia, którym mogłaby być chociaż długość relacji czy wartość zrealizowanych wspólnie projektów.

Dla miłośników rabatów (uzyskiwanych i udzielanych) przedstawiam nową jednostkę chorobową. Poznajcie rabat covidowy.

Było o Ferrari, a teraz przykład własny.

Panie Jacku, chcę Pana prosić o rabat covidowy – powiedział klient podczas rozmowy, która miała być akceptacją warunków współpracy, po 2 miesiącach dyskusji o projekcie, jego założeniach i dodatkowej wycenie zrobionej 2 tygodnie temu. Słowem cały proces ofertowy odbył się już w nowej rzeczywistości.
Jaka jest Pańska propozycja? – zapytałem
25% od całej wartości projektu – powiedział klient
Tylko że ja nie dostanę rabatu 25% od moich pracowników – odpowiedziałem, chwytając się argumentu, który wydawał mi się jednym z bardziej racjonalnych. Trochę nawet humorystycznie, bo potraktowałem tę propozycję klienta jako zagranie tzw. niskiej piłki.
No to niech Pan obniży wynagrodzenia. Przecież to standard w branży prawniczej. My obniżyliśmy o 25%, ABC obniżyło wynagrodzenie nawet o 50%, XYZ robi coś jeszcze itd.

Zatrzymałem się na chwilę. Prowadzenie negocjacji na temat nowego i świeżo wycenionego projektu marketingowego w oparciu o obniżenie wynagrodzenia ludzi, dzięki którym robimy to, co robimy na takim poziomie, jaki chcemy prezentować i odniesienie się do innych „no bo wszyscy tak robią”, było dla mnie co najmniej dziwne. Żeby było jasne – szanuję mojego rozmówcę. Jest świetnym prawnikiem i doskonałym negocjatorem. Po prostu coś mi tu nie gra.

Informacje o tak radykalnym cięciu wynagrodzeń, nawet w bardzo prężnie działających kancelariach, może wskazywać na wiele kwestii. Także na to, że te wynagrodzenia i stojące za nimi stawki dla klientów były mocno napompowane. Nie wiem. Nie prowadzę kancelarii, nie gram o największe stawki ze spółkami giełdowymi, ale pracuję z prawnikami od ponad 12 lat. Nie o to zresztą chodzi w tej historii.

Uważam, że rabat covidowy jest niebezpieczny, bo wiąże się argumentacją opartą na emocjach i na odniesieniu do rynku, który jest zupełnie niejednolity.

Na moje stanowcze „nie” oraz wyjaśnienie, że sytuacja nie zmieniła się diametralnie w ciągu ostatnich dwóch tygodni, kiedy to rozmawialiśmy na temat projektu 3 razy, usłyszałem, że moja postawa jest „nieprzejednana”. No jest.

Wiem, że sytuacja jest nietypowa, a nawet trudna. Wiem, że należy szanować ludzi, którzy chcą płacić za twoje usługi. Wiem jednak ponad wszystko, że należy szanować swoją pracę i swój zespół. Jeśli mam pewność, że nasza praca została rzetelnie wyceniona (a mam), to z pełną świadomością wolę odpuścić realizację projektu teraz i wrócić do niego, gdy obie strony będą na to gotowe.

Dlaczego właśnie tak?

Uważam, że marketing jest ważny, ale wiem też, że przez wielu traktowany jest jako dodatek. Przyjmuję, że możesz tak myśleć. Jeśli jednak chcesz prowadzić działania marketingowe z wyspecjalizowaną agencją, to musisz liczyć się z tym, że taka współpraca kosztuje. Jeśli nie jesteś gotowy ponosić tych kosztów, to może trzeba zmienić projekt albo poczekać na lepszy czas. Podobnie jak z kupnem Ferrari.

Dlaczego jeszcze rabat covidowy jest niebezpieczny?

Kiedy koronawirus będzie już niemiłym wspomnieniem, wszyscy znajdziemy się w okolicznościach, które można nazwać new normal. Praca będzie wyglądała inaczej, relacje społeczne będą wyglądały inaczej, nawet imprezy będą coraz częściej odbywać się w ramach video call’i.

Jeśli teraz dopuścisz do sytuacji, w której Twoje stawki zostaną zmiażdżone przez wytrawnych negocjatorów w imię rabatu covidowego, to twoim new normal będą właśnie te zmiażdżone stawki. Odbudowanie ich może być równie trudne, jak walka z koronawirusem, a deklaracje, że stawki wrócą do stanu sprzed pandemii, mogą okazać się tylko… deklaracjami.

Wybór należy do ciebie.

P.S. Nadal czekam na decyzję czy będziemy realizować ten projekt. Był to klasyczny ASAP, ale … jak to z ASAPami bywa, przeciągnął się 🙂

Chcesz być z nami
na bieżąco?
Zapisz się do newslettera