Miesiąc: lipiec 2017 | Marketing Prawniczy – portal nowoczesnych prawników i kancelarii

Żegnaj, Flash

Pamiętacie czasy pierwszych animacji w Internecie?

Pierwsze slidery, galerie zdjęć czy efekty przejść na stronach internetowych, a nawet gry uruchamiane w przeglądarce? Na początku nowego millenium za całą tę ”magię” odpowiadała jedna, niezwykle rozbudowana platforma – Macromedia Flash. Oprogramowanie to stało się na tyle popularne, że oprócz zdobienia nowoczesnych stron internetowych, przyczyniło się także do powstania największego portalu do dzielenia się filmami w internecie, znanego nam dzisiaj jako YouTube.

Potencjał w technologii Flash szybko został zauważony przez amerykańskiego giganta technologicznego Adobe Systems, który to w 2005 roku wykupił firmę Macromedia i przygarnął pod swoje skrzydła rosnącego w siłę Flasha. Mogłoby się wydawać, że z takim zapleczem popularności oraz wsparcia zarówno technicznego jak i finansowego platforma ta ma przed sobą wyłącznie świetlaną przyszłość, okazało się jednak że szereg niedoskonałości dość szybko zniósł Flasha z internetowego piedestału.

”Błysk” wcale nie taki błyskawiczny

Flash od początku borykał się z wieloma problemami. W okolicach roku 2005, kiedy większość komputerów wciąż operowało tylko na jednym procesorze, animacje na stronach internetowych potrafiły spowolnić, a nawet i całkowicie zwiesić naszą maszynę. Posiadacze laptopów byli podwójnie dotknięci, gdyż oprócz systemowych obciążeń musieli się również liczyć z nadzwyczaj szybkim drenażem baterii. Flash był również jedną wielka furtką dla hakerów, w związku z czym praktycznie co kilka tygodni technologia ta musiała być przez użytkowników aktualizowana. A jak to jest z aktualizacjami oprogramowania to każdy z nas wie najlepiej – raz nie mamy na to czasu, innym razem brakuje miejsca na dysku… My zostajemy z dziurawym oprogramowaniem, a hakerzy tylko na nas czekają.

Te problemy, choć uciążliwe, wciąż jednak nie dały rady zatrzymać pędzącego po Internecie Flasha. Dopiero w okolicach roku 2008 na horyzoncie pojawił się potencjalny zabójca tej technologii, czyli HTML w nowej wersji 5. W tych latach świat zaczął również zakochiwać się w smartfonach, które ze względów technicznych nie były w stanie uciągnąć zasobożernego Flasha. I tak po kilku latach, połączonymi siłami języka HTML 5 oraz systemów mobilnych takich jak Android czy iOs, technologia od Adobe zaczęła być powoli wypierana z Internetu. Brak kompatybilności powodował, że web designerzy coraz częściej odchodzili od Flasha i przenosili się na dopiero raczkujący, choć niezwykle dopracowany grunt w postaci języków HTML 5 i CSS 3. Animacje w tych technologiach działały dużo szybciej. Były również bardziej kompatybilne z urządzeniami przenośnymi. Znacząco ułatwiało to coraz popularniejszą metodę projektowania stron internetowych dostosowanych do różnych rozdzielczości oraz urządzeń – zwaną ”responsive web design”.

Umarł król, niech żyje król

Nie bez powodu mówi się, że obecnie IT to najbardziej perspektywiczna branża na świecie. W dzisiejszym internecie nie ma już miejsca na powolne animacje, dziurawe oprogramowanie czy brak kompatybilności pomiędzy różnymi platformami. Od czerwca 2016 roku fundacja Mozilla zablokowała w swojej przeglądarce automatyczne uruchamianie skryptów Flash, oraz zapowiedziała stopniowe wyłączanie tej technologii w najbliższych latach.

Według oficjalnego raportu fundacji Firefox zakończy swój romans z Flashem w roku 2020, kiedy to całkowicie zablokowana zostanie możliwość uruchamiania skryptów w tej technologii. Dlaczego tak drastyczne kroki są wdrażane, i czy na pewno są one konieczne? Wśród nas na pewno znajdą się miłośnicy Flasha czy doświadczeni programiści, którzy w naukę tego języka włożyli przynajmniej kilka lat i nadal chcieliby przy nim zostać. Co ciekawe, odpowiedzi na to pytanie udziela samo Adobe, które 30 listopada 2015 roku wydało apel do developerów, by zaprzestali oni korzystania z Flasha i przenieśli się na HTML 5.

Nie bój się zmiany na lepsze

Porzucenie Flasha na rzecz HTML 5 to niewątpliwie dobra decyzja dla każdego z nas – zarówno dla Internautów, jak i programistów. Działania wypierające tą technologię mają na celu poprawić nie tylko nasze bezpieczeństwo w sieci, ale również wygodę korzystania z niej. HTML 5 w połączeniu z CSS 3 oraz JavaScript daje niemal nieograniczone możliwości przy projektowaniu stron internetowych. Tworzenie animacji w tych technologiach daje programistom ogromne pole do popisu, czego najlepszym dowodem są chociażby strony internetowe nagradzane przez portal awwwards.com.

Są to niejednokrotnie małe dzieła sztuki, które pokazują nam jak potężna jest obecna technologia, i jak wiele można jeszcze dzięki niej osiągnąć.

Wizerunek i wiedza prawnika w Internecie – 10 dobrych praktyk

Wszyscy jesteśmy w internecie i czy nam się to podoba, każdym swoim działaniem budujemy swój wizerunek. Ogromna część naszej internetowej aktywności to także dzielenie się wiedzą.
Poznaj 10 dobrych praktyk, które pomagają w rozwijaniu własnej kariery.

1. Zadbaj o siebie

Wiesz kim jest ten pan? To Piotr Pustelnik – doktor inżynierii chemicznej z Politechniki Łódzkiej.


[foto P. Pustelnik źródło Wikipedia]
Jeśli go znasz, to najprawdopodobniej ze względu na coś innego.

Piotr Pustelnik to także jeden z najbardziej znanych himalaistów na świecie, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum. Ma ogromne doświadczenie we wspinaczce w górach wysokich. Dzięki swojej pasji i praktyce wypracował sobie wizerunek specjalisty.

O każdym z nas można mówić w wielu kontekstach. Jedna osoba może być równocześnie spełnionym rodzicem, miłośnikiem jazdy na rowerze, znawcą opery i prawnikiem specjalizującym się w obsłudze banków.
Od Ciebie zależy, które “ja” chcesz pokazać w swoim profesjonalnym otoczeniu.

2. Dziel się wiedzą

To oczywiste, że specjaliści w każdej dziedzinie muszą korzystać z wiedzy innych specjalistów.
Jeśli będziesz dzielić się wiedzą i będziesz konsekwentnie budować swój wizerunek eksperta, ludzie będą chcieli cię słuchać.

Równocześnie wzrasta szansa na to, że zostaniesz wysłuchany przez innych ekspertów i zaproszony do ciekawych dyskusji.
Dzięki temu budujesz swoją wartość wśród potencjalnych klientów, którzy zwrócą się do ciebie po pomoc , gdy będą jej potrzebować.

3. Twórz własne treści

Jeśli postanowisz dzielić się wiedzą, przekażesz ją m.in. w formie artykułów, postów, tweet’ów i filmów. Dzięki nim oddasz swój charakter, swoje poglądy.
Warto włożyć wysiłek w to, żeby treści dotyczące merytoryki były twoje, a nie pisane przez ghostwritera. Pozwól czytelnikom zdecydować czy chcą czytać to co masz do przekazania.
Traktuj swoje teksty jak video. Chyba nie chciałbyś, żeby zamiast ciebie występował ktoś inny?
Brutalna prawda jest taka, że nie każdy urodził się z umiejętnością pisania, w taki sposób, aby inni chcieli to czytać.

Pocieszeniem jest to, że każdy może się tego nauczyć.

4. Pamiętaj do kogo mówisz

Tworząc własne treści pamiętaj, o ludziach, który mają je czytać i którzy mają korzystać z wiedzy, którą przekazujesz. Inaczej będziesz pisać do prawników, a inaczej do osób, które mają problem z uzyskaniem pozwolenia na budowę i nie znają się na prawie.

Pisz językiem odbiorców, korzystaj ze słownictwa odpowiadającego ich specyfice, branży itp.

5. Pokazuj swoje sukcesy

Chwalenie się sukcesami nie jest jeszcze powszechne w Polsce. Co więcej czasami jest nawet źle odbierane. Na szczęście to się zmienia.

Jeden z doświadczonych prawników powiedział mi: “O mojej jakości świadczą moje sukcesy”. Wszystko się zgadza. Problem polegał na tym, że potencjalni klienci mieli niewiele okazji, żeby dowiedzieć się o tych sukcesach.
Ty też zadbaj o to, aby pokazywać swoje sukcesy. To ważne na wielu poziomach:

  • w kontaktach z obecnymi klientami – upewnia ich, że wybrali właściwą kancelarię
  • w kontaktach z przyszłymi klientami – przyczyni się do tego, żeby jeszcze bardziej zaczęli myśleć o Twojej kancelarii
  • wśród konkurencji – pokazujesz swoje miejsce w szeregu, a czasem wybijasz się na wyższy poziom
  • wewnętrznie – pokazujesz sobie i swojemu zespołowi, że doceniasz ciężką pracę i sukcesy

Zobacz jak ekipa Brand24 świętuje sukces, którym jest zdobycie nowego klienta:

6. Działaj w mediach społecznościowych

Wielu prawników nadal podchodzi o mediów społecznościowych jak przysłowiowy pies do jeża.

Krótka charakterystyka w oczach nieprzekonanych wygląda tak:

  • Facebook – koty i słitfocie
  • LinkedIn – CV w wersji elektronicznej
  • Twitter – #hashtagi, politcy i celebryci
  • Instagram – słitfocie i jeszcze więcej #hashtagów itd.

Zachęcam jednak żeby spojrzeć na social media dla prawników w zupełnie inny sposób:

  • Facebook – miejsce, gdzie klienci indywidualni spędzają bardzo dużo czasu i szukają pomocy, podobnie jak właściciele MŚP; dodatkowo świetna platforma do prowadzenia HR marketingu i employer brandingu,
  • LinkedIn – potężna sieć kontaktów biznesowych, źródło wartościowej wiedzy i platforma rekrutacyjna
  • Twitter – otwarta sieć kontaktów i szybkiej informacji, którą łatwo grupować dzięki hashtagom
  • Instagram – platforma, w której dzięki zdjęciom można pokazać charakter kancelarii czy prawnika + employer branding i wiele wiele innych zastosowań; podobnie jak Twitter – otwarta i łatwa do eksplorowania dzięki hashtagom

Podsumowując: warto aktywnie działać w mediach społecznościowych, bo to fantastyczne źródło kontaktów i miejsce do dzielenia się wiedzą.

7. Nie kopiuj

W budowaniu wizerunku i dzieleniu się wiedzą zasada “nie kopiuj” jest kluczowa.
Sam natknąłem się na przypadki kopiowania stron internetowych kancelarii (także naszych projektów). Przykro na to patrzeć, tym bardziej, że kancelaria kopiująca najprawdopodobniej nie wiedziała, że dostała coś odtwórczego do budowania swojego wizerunku.

Nie ma dwóch takich samych prawników, nie ma dwóch takich samych kancelarii. Pomysłu na siebie nie warto kopiować. Lepiej spędzić trochę czasu nad stworzeniem wizji na to jak chcemy być postrzegani. Nie zawsze chodzi tu o rozbudowaną strategię marketingową kancelarii. Często wystarczy ustalenie wspólnego kierunku ze swoimi wspólnikami i współpracownikami.

8. Masz wizję – realizuj ją

Do budowania wizerunku i dzielenia się wiedzą w Internecie podejdź jak to podróży. Jeśli ustalisz kierunek to trzymaj się go na tyle długo, by przynajmniej móc sprawdzić czy był prawidłowy. Nie rezygnuj po tygodniu tylko dlatego, że niewiele osób zareagowało na to co napisałeś albo pokazałeś.

To wymaga czasu i konsekwencji w działaniu. Jednego jestem jednak pewien – w dłuższej perspektywie przynosi to bardzo dobre rezultaty.

9. Naucz się rezygnować – bądź wyrazisty

Na pewno słyszałeś kiedyś, że “nie można mieć wszystkiego”. Cukierek albo lizak, pączek albo drożdżówka… Przykład banalny, ale tak to właśnie działa.

Przy budowaniu wizerunku właśnie tak jest. Nawet jeśli w praktyce zajmujesz się wszystkimi rodzajami spraw, to warto wybrać coś co sprawi, że zaczniesz wyróżniać się wśród konkurencji.
To może być wąska dziedzina sprawa, obsługa wybranej grupy klientów, sposób działania, lokalizacja. Wybierz to co pasuje do ciebie najlepiej i konsekwentnie buduj swój wizerunek wokół tego.

Wybierając swoje wyróżniki nie opieraj się na banałach takich jak “znamy biznes”, “dbamy o klienta”. Pięknie obnażyła to skandynawska kancelaria Roshier w swoim filmie “Not just another law firm”:

https://vimeo.com/album/2535558/video/72905948

10. Dostosowuj się do zmian

Nawet jeśli świadomie budujesz swój wizerunek i dzielisz się wiedzą w Internecie może pojawić się moment, w którym będziesz chciał coś zmienić albo zmusi cię do tego sytuacja zewnętrzna. To normalne.

Pamiętaj, żeby te zmiany wprowadzać w przemyślany sposób. Jeśli dotychczas twoim konikiem była branża budowlana, a zaczynasz pisać o problemach prawnych branży mleczarskiej to wyjaśnij przyczynę albo znajdź powiązanie i pozwól swoim odbiorcom na płynne przejście.
Z pewnością to docenią.

Znajdź zastępstwo przez telefon [aplikacja Substytucja]

Środowisko prawnicze, jak każdy wie działa wyjątkowo dynamicznie. Często nieprzewidziane wypadki sprawiają, że nie można wziąć udziału w procesie – wtedy zaczyna się szukanie zastępstwa.
Na polskim rynku aplikacji mobilnych pojawiło się ostatnio nowe narzędzie – Substytucja. Pozwala ono na szybkie znalezienie zastępstwa procesowego bez potrzeby szukania wśród znajomych prawników i przeglądania platform social media. Marlena Gajewska, współtwórca aplikacji Substytucja, przybliża okoliczności jej powstania.

1. Leszek Jasiński (LJ): Co było powodem stworzenia aplikacji Substytucja?

Marlena Gajewska (MG): Powodem stworzenia aplikacji były doświadczenia przyjaciół i znajomych, którzy z odbywania zastępstwa procesowego uczynili sobie dodatkowy zarobek w okresie odbywania aplikacji prawniczych.
To trudny czas dla aplikantów, którzy mają ograniczone możliwości zarobkowe, a chodzenie do sądów umożliwiało im nie tylko zdobycie doświadczenia na sali rozpraw, ale także dodatkowe fundusze.
Bodźcem do stworzenia aplikacji było usprawnienie całego procesu nawiązywania współpracy. Obecnie prawnicy przede wszystkim poszukują zastępstwa procesowego na facebooku, gdzie króluje zasada „kto pierwszy ten lepszy”.
Tworząc aplikację Substytucja zależało nam na tym, aby każdy użytkownik od razu dostawał powiadomienie o poszukiwanym zastępstwie i miał możliwość bezpośredniego zgłoszenia się do jego wykonania.

2. LJ: Czy aplikacja jest skomplikowana w użyciu?

MG: Oczywiście, że nie. Naszym priorytetem było stworzenie prostego narzędzia ułatwiającego pracę każdemu prawnikowi. Dodanie ogłoszenia w aplikacji zajmuje kilkanaście sekund. Użytkownicy od razu otrzymują powiadomienie o nowym ogłoszeniu, do którego mogą się zgłosić. O każdym zgłoszeniu dodający ogłoszenie zostanie poinformowany powiadomieniem. Wybrana osoba powinna w ciągu 15 minut ostatecznie potwierdzić realizację ogłoszenia. Gdy to uczyni, użytkownicy poznają wzajemnie swoje dane kontaktowe. Jeśli zostanie przekroczony czas, to dodający ogłoszenie może dokonać wyboru innej osoby. Wprowadzony limit czasu ma na celu zapewnienie sprawnego nawiązania współpracy, gdyż na tym zależy przede wszystkim prawnikom.

3. LJ: Jakie są największe zalety aplikacji Substytucja?

MG: Największą zaletą aplikacji Substytucja jest przede wszystkim system powiadomień, które od razu informują użytkownika o poszukiwanym zastępstwie. Powiadomienia te działają jak np. smsy czy e-maile, wystarczy mieć tylko włączoną aplikację. Dzięki temu użytkownik jest na bieżąco z nowymi ogłoszeniami i nie musi tracić czasu na śledzenie innych serwisów. Dodatkowo, podczas zakładania konta, użytkownik określa miejscowość i zasięg obszaru (w kilometrach), w których może wykonywać zastępstwa. Otrzyma dzięki temu powiadomienia o nowych ogłoszeniach w wybranym przez siebie rejonie. Zaletą aplikacji jest również możliwość bezpośredniego nawiązania kontaktu (telefonicznego czy emailowego) już z poziomu samej aplikacji. Oznacza to, że użytkownik nie musi zapisywać danych kontaktowych, gdyż wszelkie czynności wykona będąc w ogłoszeniu. Oprócz tego w aplikacji użytkownik ma wgląd do swoich ogłoszeń, które dodał, oraz do których realizacji został wybrany. Wszystkie niezbędne informacje znajdują się w jednym miejscu.

4. LJ: Jakie systemy operacyjne obsługuje aplikacja?

MG: Obecnie aplikacja Substytucja jest dostępna tylko dla urządzeń z Androidem. Wybraliśmy ten system ze względu na doświadczenie, jakie posiadamy w tworzeniu na niego aplikacji mobilnych. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że spora część prawników korzysta z urządzeń z iOS, dlatego mamy w planach stworzenie wersji na ten system.

5. LJ: Czy planowana jest wersja na komputery stacjonarne oraz laptopy?

MG: Obecnie nie. Tworząc aplikację Substytucja zależało nam na zapewnieniu prawnikom możliwości szybkiego nawiązania współpracy w każdym miejscu i o każdej porze, bez konieczności logowania się do różnych serwisów. Jest to możliwe dzięki wprowadzonemu systemowi powiadomień działających jak sms czy e-mail. Mając włączoną aplikację użytkownik jest na bieżąco ze wszystkimi ogłoszeniami i nie musi się martwić, że może coś przeoczyć.

6. LJ: Czy aplikacja ma potencjał do odnalezienia się w międzynarodowym środowisku prawnym?

MG: Ciężko to określić, na razie skupiliśmy się na polskim rynku prawniczym, który jest nam najbardziej znany. Mamy nadzieję, że nasi prawnicy przekonają się do aplikacji i będą z niej korzystać.

7. LJ: Czy planowane są nowe wersje językowe w dalszych aktualizacjach dla klientów zagranicznych?

MG: To wszystko zależy od sukcesu aplikacji. Jeśli z Substytucji będą korzystać prawnicy i pojawi się taka potrzeba, to oczywiście możemy wprowadzić wersje językowe. Jesteśmy nastawieni na rozwój aplikacji i przede wszystkim na zaspokajanie potrzeb prawników w tym zakresie.

Zapraszamy do testów na http://www.esubstytucja.pl/

Ratunek w morzu papierów [Attachi.pl]

W dobie powszechnej informatyzacji sfera prawnicza przechodzi spore zmiany. Szybkość oraz dokładność w prezentowaniu danych ma zasadnicze znaczenie. Operowanie dużą ilością danych za pośrednictwem Attachi oraz łatwy dostęp do nich niweluje ryzyko nagłego zgubienia wątku podczas rozprawy.
Na polskim rynku na tle zagranicznych konkurentów wybija się Attachi. Attachi to dodatek (plugin) do Microsoft Word, który sprawdza się w doskonale w środowisku prawniczym, usprawniając codzienną pracę kancelarii różnej wielkości.
By lepiej poznać ten innowacyjny polski produkt zwróciliśmy się do Damiana Kłobuchowskiego, jednego z pomysłodawców Attachi, o jego przybliżenie.

1. Jaka była ogólna idea do stworzenia Attachi ?

Damian Kłobuchowski (DK): ogólna idea Attachi sprowadza się do zautomatyzowania procesu składania pism z załącznikami (tj. kompletowania pisma i załączników) oraz zapewnienia możliwości szybkiej i sprawnej nawigacji po załączonych dokumentach. Obie te funkcje są równie ważne. Nawigacja jest możliwa dzięki zastosowaniu automatycznej numeracji załączników i ich stron. Przykładowo jeżeli mamy załącznik, który ma 100 stron, określenie lokalizacji danej treści poprzez wskazanie numeru załącznika może być niewystarczające. Dzięki Attachi każdy załącznik automatycznie zostaje oznaczony nie tylko numerem samego załącznika ale także numerami stron. Dzięki temu patrząc na fragment danego dokumentu od razu wiadomo, że jest to np. załącznik nr 7 str. 20 ze 100. Nawigacja ta sprawdza się szczególnie dobrze na sali sądowej, gdzie szybkie i precyzyjne odnalezienie dokumentów jest szczególnie istotne.

2. Dlaczego Word?

DK: W pierwszej kolejności dlatego, że sami korzystamy z Worda, a Attachi było tworzone na nasze wewnętrzne potrzeby. Poza tym Word jest i pewnie przez dłuższy czas nadal będzie najpopularniejszym edytorem tekstów.

3. Do kogo skierowany dodatek?

DK: Attachi jest skierowane do wszystkich, którzy szykują pisma z załącznikami. Nie ukrywam jednak, że podstawową grupą docelową są prawnicy.

4. Dlaczego usprawnia pracę?

DK: Po pierwsze skraca czas potrzebny na złożenie pisma procesowego. Po drugie praktycznie eliminuje możliwość błędu ludzkiego w tym procesie, który może polegać na pomieszaniu kolejności załączników czy też wręcz załączenia nieprawidłowych dokumentów. Po trzecie zapewnia szybką i sprawną nawigację po załączonych dokumentach, co jest szczególnie istotne gdy załączników mamy sporo, a czasu na odnalezienie danej treści relatywnie mało.

5. Czym suma elementów (jak innowacyjność, prosta obsługa) wyróżnia ten plugin na tle innych, które można znaleźć w sieci?

DK: do tej pory nie znaleźliśmy innego programu, który zapewniałbym takie funkcjonalności jak Attachi. Właśnie to było impulsem do tego, żeby stworzyć własny program.

6. Czy powstanie było motywowane osobistymi doświadczeniami ?

DK: oczywiście, że tak. Attachi zostało stworzone przez czynnych zawodowo prawników przy współpracy z programistami. W pracy prawnika niejednokrotnie zdarza się tak, że pisma (w szczególności sądowe) są szykowane w dużym napięciu czasowym. Trzeba jednak pamiętać, że samo napisanie pisma to nie wszystko. Pismo to musi zostać jeszcze odpowiednio przygotowane do wysyłki czy też złożenia w sądzie.
Jakiś czas temu mieliśmy dużą sprawę budowlaną, w której ilość załączników do szykowanego przez nas pisma procesowego znacznie przekroczyła 500 sztuk. Łączna ilość stron była liczona w tysiącach. Skompletowanie takiego pisma i to w 3 egzemplarzach zajęło nam dobre 8 godzin, których w tym czasie za bardzo nie mieliśmy. Dodatkowo w czasie kompletowania jednego z odpisu spadł on ze stołu i kartki się pomieszały. Ponowne ułożenie tego odpisu było prawdziwą mordęgą. Wtedy uznaliśmy, że musi być jakiś sposób na zautomatyzowanie i uproszczenie tego procesu.
Obecnie, dzięki Attachi, czas na skompletowanie takiego pisma jest uzależniony od prędkości drukarki. Przy stosowanym przez nas sprzęcie nie przekracza on 1-2 godzin. Jak widać oszczędność czasu jest znaczna. Co więcej jeżeli gotowy odpis ponownie by się rozsypał, to dzięki szczegółowej numeracji (automatycznie nadawana numeracja załączników i numery stron w formacie np. str. 1 z 30 załącznika nr 1) ponowne złożenie takiego odpisu byłoby zdecydowanie prostsze. Co więcej mogłaby to zrobić dowolna osoba, które nie musi mieć żadnej wiedzy o treści pisma i związanych z nim załączników.

7. Czy używanie Attachi tylko przez 1 osobę w kancelarii na sens?

DK: Mogę sobie wyobrazić takie rozwiązanie, jednak zdecydowanie bardziej optymalne jest wykorzystanie Attachi na wszystkich stanowiskach. W szczególności na stanowisku prawnika piszącego pismo i sekretarki/asystentki odpowiedzialnej za przygotowanie go do wysyłki. Idea Attachi jest bowiem związana z tym, że załączniki podpina osoba pisząca pismo główne, a przygotowanie pisma do wysyłki może zostać powierzone dowolnemu innemu pracownikowi.

8. Czy planowane są rozszerzenia np. do OpenOffice oraz na MacOS?

DK: na ten moment pracujemy nad przetłumaczeniem Attachi na język angielski. W dalszej kolejności, jeżeli będzie takie zapotrzebowanie, skupimy się na rozszerzeniu na system MacOS.

 

Pobierz wersję testową Attachi i przekonaj się jak bardzo narzędzie to usprawni Twoją pracę – POBIERZ

5 błędów przy tworzeniu strony dla kancelarii

Podczas mojej wieloletniej pracy nad kancelaryjnymi stronami zetknąłem się z masą pytań, które zadawali mi klienci oraz które stawiałem sam sobie. Jak wyróżnić kancelarię w internecie? Czego nie robić? Jakich błędów unikać? Odpowiedź na te pytania znajdziecie poniżej.

Continue reading „5 błędów przy tworzeniu strony dla kancelarii”

Chcesz być z nami
na bieżąco?
Zapisz się do newslettera